Menu

Galeria zdjęć

Wyprawa do Kremnicy - Słowacja 15 - 18.08.2008r.

IMG_0303s.jpgIMG_0437s.jpgIMG_0304s.jpg
 

Skład ekipy: Joanna W. - LadyMoon (Gdynia), Daredevil i Olgierd (Wa-wa )
 
Wyjazd ten był planowany już od dłuższego czasu, ale okazało się, że tylko nasza trójca tak naprawde dysponuje czasem i chęciami, toteż zapowiadała się całkiem niezła i kameralna wyprawa zwiadowcza. Wyruszyliśmy ze stolicy rankiem 15 sierpnia 2008r. Mieliśmy przed sobą szmat drogi, bo okolo 500 km, ale jechało się nam bardzo dobrze, humory mieliśmy wyśmienite. Czekała nas niesamowita wyprawa , praktycznie w nieznane, bo mieliśmy zaledwie szczątkowe informacje o istnieniu podziemi w Kremnicy. Niedaleko Kielc zatrzymaliśmy się na chwilę małej miejscowości. Uprzejmy pracownik stacji benzynowej poinformował nas o istnieniu tutejszego kamieniołomu wraz z jaskiniami. To nas bardzo zaciekawiło, toteż postanowilimy drążyć dalej temat. Pod sklepem miejscowi konsumenci trunków mamrotali coś o wejściu do jaskini znajdującym się niedaleko stąd. Zabraliśmy ze sobą do auta najbardziej trzeźwego , który wydawał się nam bardzo kompetentną osobą do pokazania nam wejścia. Wraz z nim wsiadł też jego kuzyn, który okazał się później głównym bohaterem naszej wycieczki do kamieniołomu. Błądziliśmy nieco po chaszczach i wertepach, bo nasi panowie przewodnicy nieco plątali się a ich orientacja terenowa pozostawiała wiele do życzenia ;-) W końcu jednak udało się nam zajechać na miejsce. Kamieniołom okazał się być bardzo ciekawy.
 

 DSCN2091s.jpg "Poziomy górnicze schodzą tu na głębokość kilkudziesięciu metrów. Dalej widnieją potężne hałdy usypane z gruzu skalnego i gliny. Przed stu paru laty indywidualny przedsiębiorca wybudował w Jaworzni dwa bliźniacze piece szybowe typu "Steinkeller", obsługiwane jednym wspólnym pomostem windy wyciągowej. Na żelaznej obręczy opasującej jeden z pieców widniała data: 1880. Tradycja głosi, że na przełomie osiemnastego i dziewiętnastego wieku w obrębie kulminacji góry szukano miedzi. Wyniki miały być negatywne, bo znajdowano tylko drobne ślady malachitu w piaskowcu przykrywającym skałę wapienną. Po drugiej wojnie światowej czynny wapiennik upaństwowiono.  W odległości dwóch kilometrów przebiegała linia kolejowa w relacji Kielce-Częstochowa czynna od 1910 roku.Stare kamieniołomy porasta murawa, cierniste krzewy i roślinność naskalna. Strome ściany przestały straszyć bezdenną głębią, natura wkomponowała je w krajobraz. Kamieniołom odsłonił dwie duże jaskinie.

skopia.jpg

Grota krasowa w wyrobisku wschodnim ma dwieście metrów i jest drugą co do wielkości w Górach Świętokrzyskich. Nazwano ją Jaworzyńską. Na trzecim poziomie wyrobiska zachodniego odsłonięto przed trzydziestu laty drugą jaskinię, która biegnie łukiem, ma długość około stu metrów, a w środku pionową komorę ze zbiornikiem wodnym. W numerze 96-kieleckiej gazety "Słowo Ludu" z 25-26 kwietnia 1987 r. znajdowała się notatka: "Płetwonurkowie w podziemnym jeziorze". To Paweł Wroński opisał badania syfonu wodnego w środkowej części jaskini. 

Do miejsca dotrzeć można czołgając się po sliskiej czerwonej glinie. 
Dno siedmiometrowego zbiornika pokrywa osad smolistej substancji, która jest tlenkiem manganu i licho wie, skąd się tam wzięła? Smoliste tlenki żelazisto-manganowe nadają też brudny kolor miejscowej szacie naciekowej groty. Szata naciekowa jest uformowana z kalcytu. Z uwagi na ponurą barwę obiekt sprawia przykre wrażenie. Kiedy docent R. Chlebowski, zwany przez studentów "Chelosiem" przyprowadził tu w ramach praktyk terenowych swych podopiecznych, chłopcy nazwali jaskinię Chelosiową Jamą. Nazwa przyjęła się i niebawem weszła do literatury, bo badania naukowe tam trwały. Górnictwo podkieleckiej wsi Jaworznia zamarło i przeszło już nieodwracalnie do historii. Żyjący tam nie tak dawno sztygar Kubica oślepły przy wypadku z górniczym materiałem wybuchowym opowiadał chętnie turystom o sąsiedniej górze Moczydło i jej części zwanej Srebrniarką, gdzie inżynier Fert prowadził do 1910 roku rentowną podziemną kopalnię galeny oraz towarzyszącego jej barytu, zwanego w górnictwie staropolskim szpatem ciężkim." (ze strony http://www.jaworznia.kielce.opoka.org.pl )
DSCN2102s.jpgJednego z naszych przewodników musieliśmy zostawić na krawędzi przepaści, gdyż jego stan upojenia wyraźnie nie pozwalał mu poczynić kroków w dół. My natomiast z drugim informatorem ruszyliśmy stromą ścieżką na samo dno. Po chwili znaleźliśmy otwór zabezpieczony płytą. Było to wejście do Chelosiowej Jamy. 
System Chelosiowa Jama - Jaskinia Jaworznicka. Jest to niezwykle ciekawa naukowo jaskinia, z tego powodu zamknięta dla masowego zwiedzania. Jest to zarazem najdłuższa polska jaskinia poza Tatrami (3670 m) nie ustępująca w niczym swoim tatrzańskim rywalkom w śmiałości kształtów i kubaturze korytarzy. Te cechy - jak też interesujące formy naciekowe i rozległość sieci korytarzy - sprawia, że wbrew powszechnym oczekiwaniom nie jest to tylko "większa Jura", lecz prawdziwy, solidny kras. Wejście do niej znajduje się 35 metrów poniżej naturalnej powierzchni terenu. Jaskinię tworzy system próżni rozwiniętych horyzontalnie we wszystkich kierunkach. Jaskinia Jaworznicka ma bardziej zawaliskowy charakter od Chelosiowej Jamy, a partie łączące obie jaskinie to długi ciąg bardzo niskich, zamulonych korytarzyków. W zachodniej części korytarze Chelosiowej Jamy zbliżają się do sąsiedniej Jaskini Pajęczej, od której dzieli ją kilkanaście metrów. Formy krasowe w korytarzach jaskini o wyraźnych śladach działalności aktywnych przepływów poprzecinane partiami o charakterze zawaliskowym. Ogólnie morfologia jaskini jest bardzo urozmaicona. Niektóre sale jaskini posiadają znaczne rozmiary. Z pośród wielu pięknych miejsc w jaskini wyróżniają się malownicze.Niezwykle cenne są w Chelosiowej Jamie formy powstałe w namulisku, takie jak okruchy i konkrecje manganowe, czy też piramidki błotne i mikrotarasy piaszczyste. Na uwagę zasługuje tez oryginalna metoda ochrony nacieków przed zadeptaniem.. Jaskinia jest dosyć wilgotna i błotnista, choć zbiorników wodnych jest niewiele, a deszcz podziemny występuje sporadycznie. Jedynym większym zbiornikiem wodnym jest jeziorko w Sali z Jeziorkiem kilkumetrowej długości i głębokości 7 m." ( ze strony http://www.sktj.pl/epimenides/inne/chelo_p.html )
Po wspięciu się spowrotem na krawędź kamieniołomu stwierdzilimy, że po naszym nowym znajomym pozostało jedynie stojące w butelce wino marki Patyk :) natomiast on sam znajdował się kilka metrów niżej na zboczu stromizny. Na szczęście gęste świerki tam rosnące skutecznie zatrzymały jego dalsze osuwanie się na dno. Nie było rady - trzeba było wciągnąć gościa do góry bezwładnego jak worek, ale moi towarzysze podróży dzielnie się z tym uporali. Po doprowadzeniu go do auta i odwiezieniu spowrotem pod sklep ruszyliśmy dalej. Wciąż byliśmy na terenie Polski a czas naglił. Kremnicę przywitaliśmy poźno, około północy.Wjechaliśmy w pierwszy lepszy skręt w gęstwinę i położyliśmy się spać. Patrząc przed zaśnięciem na mój piękny biały księżyc w pełni rozmyślałam, co też przyniesie nam słowacka ziemia, czy jutro zdołamy odkryć to, co nas tu przywiodło...
IMG_0123s.jpg
Poznawanie miasteczka rozpoczęliśmy od rozejrzenia się po okolicy i zebraniu potrzebnych informacji. Wizyta w turystycznym punkcie informacyjnym zaowocowała 
publikacjami (bardzo przydatnymi) na temat górnictwa w Kremnicy oraz mapką z zaznaczonymi obiektami. 
Pierwszą dziurą jaką znaleźliśmy była dość rozległa sztolnia V. z wieloma bocznymi korytarzami, które również badaliśmy. Obiekt ten kończy się ciekawym szybem, który będzie wymagał dalszej penetracji. Sztolnia ta posiada trzy wejścia zlokalizowane w bliskiej odleglości od siebie, które praktycznie bez żadnych problemów odnaleźliśmy w terenie. Korytarz głowny jest drożny , jednakże przechodzi się nim przez zawały i bardzo wąskie zaciski. Bardzo dziwnym i tajemniczym zjawiskiem , które ujrzeliśmy po raz pierwszy w życiu były srebrne ''włosy'' wyrastające z jednej ze ścian. Różne nacieki nieraz widzieliśmy, ale to przerosło nasze najśmielsze oczekiwania;) Zastanawialiśmy się czy miały one jakiś związek z lakierem do włosów, który leżał pod nimi w ilości 3 opakowań...Po wyjściu na powierzchnię musieliśmy zrzucić z siebie sztolniowe wdzianka niemiłosiernie ubrudzone charakterystycznym żółtym błotem, bo czekała nas wizyta w muzeum. Muzeum kremnickie należy do bardzo ciekawych.

Zwiedzający mają możliwość na pięciu kondygnacjach historycznego budynku mieszczańskiego zapoznać się z różnymi rodzajami środków płatniczych (środki płatnicze przedmonetarne, pierwsze monety i banknoty, współczesna waluta obiegowa) stosowanych na Słowacji oraz produkcją medali od renesansu aż po współczesność. Muzeum przybliża historię oraz wyroby słynnej w całym świecie mennicy kremnickiej o ponad 600-letniej tradycji, jak również z dziejami wolnego królewskiego miasta górniczego Kremnicy, jego górnictwem i hutnictwem, z możliwością zwiedzania kopalni w podziemiach muzeum."(ze stronyhttp://www.slovakia.travel/)
 
Panie obsługujące zwiedzających pokazały nam książkę na temat górnictwa Kremnicy ze szkicami, rysunkami oraz zdjęciami wejść do sztolni. Nasze oczy zrobiły się wielkie i okrągłe na widok tego, co w niej ujrzeliśmy. Niestety, książka ta nie byla do kupienia ku naszemu wielkiemu rozczarowaniu ;( Bardzo szczegółowo zwiedzaliśmy tzw. "dział kopalniany", w którym znaleźliśmy m.in. mapy przedstawiające ogromną plątaninę chodników górniczych pod miastem. To utwierdziło nas w przekonaniu, że będzie co penetrować w ciągu najbliższych kilku wypraw . Obejrzeliśmy również kopalnię, a raczej jej maleńki fragmencik, który muzeum udostępniło do zwiedzania. Reszta chodników bardzo ciekawych zresztą znajduje się niestety za kratą ;( Po wyjściu z muzeum natchnieni tym, co tam ujrzeliśmy ruszyliśmy na dalszy 
podbój podziemi. Po długich poszukiwaniach znaleźliśmy kolejną - piękną sztolnię z wejściem zasłoniętym płytą. Nocleg tego dnia mieliśmy w zrujowanej hacjendzie z jednym jedynym łóżkiem, niestety zajętym - spał na nim lis. Następnego dnia rano zdarzyło się coś nieprzyjemnego - jednemu z moich towarzyszy wybuchł prymus i wielki strumień ognia poparzył mu twarz. Pojechaliśmy szukać pomocy w szpitalu w miejscowości oddalonej o ponad 10 km od Kremnicy, gdyż tu nikt nie mógł lub też nie chciał nam pomóc, a i tam raczej lekarze się nie postarali zbytnio. Ale kolega był dzielny i za nic nie chciał z takimi obrażeniami spędzić niedzieli na leżeniu i odpoczywaniu.;) Tego dnia oprócz obiektów górniczych zaliczyliśmy również bardzo ciekawe dwa tunele kolejowe (dłuższy ma 800 m ), do których próbowaliśmy długi czas dotrzeć różnymi drogami, ale niestety nie było dojazdu, za to odkryliśmy geometryczny środek Europy z obeliskiem temu poświęconym na szczycie wzgórza. Obok znajduje się kościół św. Jana Chrzciciela. Tego dnia na wieczorny deser zostawiliśmy spenterowanie jedengo z szybów, który nas bardzo zainteresował. Po udanej akcji udaliśmy się na spoczynek. 
Tym razem była to góra Calvaria z pięknym widokowym miejscem - kamienną galeryjką, z której jak na dłoni widać całą Kremnicę i okoliczne wzniesienia. Miejsce było magiczne. Świecił nam jak zwykle piękny biały księżyc w pełni i nawet wiejący uporczywie wiatr oraz straszliwie twarda kamienna posadzka nie przeszkadzały nam, aby po trudach mijającego dnia zasnąć twardym snem eksploratora...Kolejny dzień był już naszym ostatnim na penetracje górnicze, gdyż około godz.13 już musieliśmy opuścić to cudnej urody miasteczko. Udało się nam znowu namierzyć kilka nowych wejść do sztolni, a jedną nawet postanowliśmy głębiej sprawdzić. Przy okazji pytaliśmy też miejscowych o obiekty i ku naszemu szczęściu spotkaliśmy "pana Muchotrutkę" , który się bardzo rozkręcił i zapragnął pokazać nam wszystkie wejścia. Z niebywałą lekkością jak na swój wiek pokonywal wzniesienia i widać było, że chyba dawno nie miał tak pasjonującej fuchy. On był szczęśliwy , my byliśmy również, bo dzięki niemu zaoszczędziliśmy masę czasu a odnaleźliśmy cały szereg wejść wgłąb ziemi. Szyb A. (ponad 400 m głebokości) był ostatnim obiektem, który obejrzeliśmy. Niestety, czas naglił i musieliśmy już wracać do Polski. Podziękowaliśmy naszemu przewodnikowi za trud i poświęcenie i wyruszyliśmy w drogę powrotną. To była niezapomniana wyprawa, niezwykle bogata w przeżycia, emocje i fascynacje nowymi miejscami, ale też przed wszystkim w całą masę obiektów górniczych, których poznaliśmy dokładną lokalizację - współrzędne za pomocą GPS . Odnaleźliśmy i zidentyfikowaliśmy około trzydziestu obiektów, które czekają na naszą dalszą eksplorację. Nie sposób tej masy dziur zaliczyć w ciągu jednego pobytu, zatem wypraw w to miejsce musi być więcej. 

P.S 1 Trochę po piętach deptał nam "Lord Vader", ale na przyszłość wiemy już gdzie go szukać i jak się odgryźć :P

P.S 2 Z wiadomych względów nie podaję nazw obiektów oraz w galerii nie zamieszczę wszystkich zdjęć
 
IMG_0341sw.jpg
 
IMG_0448s.jpg
 
 
 
 
 

Witaj

Online

Publikowanie zdjęć oraz artykułów umieszczonych w tym serwisie tylko za zgodą autora.

© LadyMoon 2002-2017